Szok, gorycz, zdumienie – to właśnie te
uczucia najczęściej dominują w historiach wielu mniejszościowych akcjonariuszy
Energi, dla których akcje miały być niekwestionowanym zabezpieczeniem na
przyszłość. W niektórych, poruszających opowieściach o niespełnionych
obietnicach i poczuciu krzywdy pobrzmiewa nuta nadziei na happy end. W innych –
widoczne są tylko rezygnacja i brak wiary. Tymczasem takich historii są całe
tysiące.
Zaczynało się tak pięknie
Dla wielu z nich Energa była firmą na
całe życie. Firmą, o której do dziś mówią z pewną nostalgią. Pan Ryszard
zaczął pracować w niej zaraz po wojnie i pozostał aż do emerytury – poświęcił
temu przedsiębiorstwu całe życie. Zanim zmarł, przekazał akcje pracownicze
swoim dzieciom, z myślą, że będą one stanowiły wartościowe zabezpieczenie na
przyszłość. Że staną się kluczem do lepszego jutra.
Tata Pani Ewy, Stanisław Nowosad,
pracował w Enerdze ponad 40 lat. Początkowo akcje pracownicze, jakie otrzymał w
swoim zakładzie, napawały go dumą. Pierwsze dywidendy były naprawdę atrakcyjne. Ojciec Pani Ewy umieszczał
je na lokacie i liczył na to, że jego żona i córki będą miały dzięki temu
lepsze życie. Już wtedy bardzo chorował i wiedział, że zostaną one bez niego.
Nie przewidział, że akcje staną się w przyszłości nie intratną inwestycją, ale
ogromnym ciężarem rodzinnym.
Mąż Pani Zofii także dostał od Energi
akcje pracownicze. Utrzymywał je ze względu na dywidendy jakie były wypłacane na początku. Wiele
wskazywało na to, że to pewne, przyszłościowe rozwiązanie. Była o tym
przekonana także córka Pani Zofii, która jest z wykształcenia ekonomistką. Dziś są w szoku, że sprawy potoczyły się zupełnie
inaczej, niż się spodziewali. – Jak można tak potraktować wspólników?! – mówią z oburzeniem. Nie mogą
uwierzyć, że tak zostali pokrzywdzeni ci, którzy tyle lat pracowali dla polskiej
energetyki. Czują się oszukani jako rodzina.
Inwestycja, która miała być wsparciem na trudne czasy
Dla wielu drobnych akcjonariuszy akcje
Energi miały być inwestycją długoterminową oraz formą zabezpieczenia
przyszłości. Pani Magdalena z Płocka chciała w ten sposób pozyskać
dodatkowe środki do swojej emerytury, przeczuwając, że mogą pomóc jej w
przyszłości. – Pieniądze zdecydowanie by mi się teraz przydały, ponieważ od lat
borykam się z bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi – mówi wprost. Nasza
rozmówczyni przeszła skomplikowaną operację kręgosłupa, teraz choruje na
złośliwy nowotwór piersi z przerzutami na węzły chłonne. Ogromną ilość jej
zasobów finansowych pochłonęły kosztowne wyjazdy na wizyty u lekarzy.
Pieniądze, które powinny jej pomóc w tych wyjątkowo trudnych chwilach i
uratować jej życie, pozostały zamrożone. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek
zostaną wypłacone.
Na
inwestycję długoterminową liczyła również Pani
Stanisława, która była w branży energetycznej zatrudniona na stanowisku
głównej księgowej. Na akcje Energi postawiła niemal wszystko. Najpierw
otrzymała około 5 tys. akcji pracowniczych. Następnie zainwestowała ponad
100 tys. zł własnych oszczędności, które przechowywała na lokatach i kupiła za
nie kolejne 5 tys. akcji, mając nadzieję na duże zyski. – Liczę na to, że
odzyskam te pieniądze, jednak powoli tracę nadzieję – twierdzi. Trudno jej
uwierzyć, że każda ciężko wypracowana złotówka mogłaby przepaść bez śladu.
W podobny sposób postąpił Pan Wiesław, który otrzymał pakiet
akcji w ramach prywatyzacji spółki Energa. Kiedy weszła ona na giełdę, nie wahał się długo i dokupił ich
więcej wraz ze swoją żoną, która – widząc jego entuzjazm – postanowiła
przeznaczyć na tę inwestycję również sporo wolnych środków. – Niestety, nie przewidzieliśmy, że akcjonariusz
większościowy, jakim był rząd Polski, może działać wbrew interesom spółki
i jej akcjonariuszy mniejszościowych – twierdzi nasz rozmówca. – W pewnym
momencie nie wytrzymałem i sprzedałem akcje ze stratą. Żona jeszcze je ma,
ale wypomina mi przy każdej okazji moją chybioną radę – dodaje. Dziś oboje czują
się totalnie zignorowani przez własne państwo.
Niektórzy nasi rozmówcy nie otrzymali
akcji pracowniczych, ale postanowili je po prostu samodzielnie zakupić, wierząc
w malującą się w różowych barwach przyszłość spółki Energa. Tak zrobiła, między
innymi, Pani Wanda Potapko, która ciężko pracowała przez całe życie. W końcu
zdecydowała się na ten krok z myślą o usamodzielniających się dzieciach –
pragnęła im pomóc i dołożyć swoje środki do budowy ich domu. Dziś nasza
rozmówczyni nie może pogodzić się ze stratą zainwestowanych oszczędności. Nie
może pogodzić się z tym, że popsuto jej plany, pozostawiając ją z poczuciem
bezsilności i żalu.
Pozostało tylko poczucie pokrzywdzenia
Wszystkich naszych rozmówców łączy
ogromne poczucie pokrzywdzenia. Wiąże się ono z brakiem dywidend, które nie są
wypłacane mniejszościowych akcjonariuszom przez Energę już od niemal dekady –
od lat pełnych milczenia, ignorowania, lekceważenia. Pierwsze schody zaczęły
się za rządów PiS-u, natomiast obecna koalicja rządowa nic w tej sprawie nie
zmieniła. I nie zanosi się na to, aby coś w tej kwestii posunęło się do przodu.
Pani Magdalena zdecydowanie żałuje zakupu
akcji tej spółki. Czuje się zawiedziona i oszukana. Pragnie jednak zachować
anonimowość, ponieważ jej syn pracuje w Orlenie i obawia się represji. – Razem z siostrą
czujemy się rozczarowane – mówi też Pani Ewa, która nie widziała dywidendy ani
razu na oczy. – Ze względu na pamięć o ojcu trudno jest mi jednak sprzedać
akcje. Mam cichą nadzieję, że chociaż jeszcze moje dzieci na nich skorzystają –
dodaje. Nasza rozmówczyni próbowała nawet w tym temacie działać i powiesić
informacje o pokrzywdzeniu akcjonariuszy Energa na słupach Młodzieżowej
Spółdzielni Mieszkaniowej w Toruniu. Niestety, odmówiono jej, twierdząc, że
jest to sprawa polityczna. Tym samym odebrano jej nawet prawo do protestu.
Pan Ryszard jest dziś emerytem, który
liczy każdy grosz. I chociaż ma nadzieję na to, że będzie lepiej, czuje się
mocno poszkodowany. – Dla portfela seniora dotkliwe są nawet opłaty związane z
utrzymaniem konta maklerskiego – twierdzi. Musi więc dokładać dodatkowe
środki do całej inwestycji, tymczasem nie widzi żadnej płynącej z niej
korzyści. – Trudno mi uwierzyć, że spółka, zamiast zaspokajać potrzeby
akcjonariuszy, zaspokaja swoje własne – twierdzi inny nasz rozmówca, Pan Bogdan Minkiewicz. – To jest zwykłe okradanie właścicieli –
dodaje, gorzko komentując rzeczywistość.
Pokrzywdzony czuje się również 92-letni
Pan Eugeniusz, dawny pracownik jednego z zakładów energetycznych. Podczas rozmowy
z prezesem naszej fundacji, Janem Trzcińskim, podziękował nam za wytrwałość w
obronie poszkodowanych akcjonariuszy Energi. Ze względu na wiek, nie wie
jednak, czy w ogóle doczeka końca gehenny, jaką zaserwowała mu spółka. Odpowiedzieliśmy
mu, że jako fundacja „To, co Najważniejsze” robimy wszystko, aby wyjaśnić
sytuację z Orlenem. Jednak rządzący – niezależnie od tego, jaką frakcję reprezentują
– mówią o uczciwości i potrzebie rozliczenia się, a chcą właściwe załatwić tę
sprawę w taki sposób, abyśmy im w niczym nie przeszkadzali.
Zawiedziono zaufanie tysięcy akcjonariuszy
Takich akcjonariuszy, jak Pan Ryszard czy
Pani Ewa, jest bardzo wielu. Każdy z nich uwierzył, że dokonuje świetnej
inwestycji na przyszłość – tak twierdzili zarówno członkowie zarządu Energi,
jak i ekonomiści, tak ją również przedstawiano w mediach. Co więcej, wielu
pracowników tej spółki oraz członków ich rodzin miało nadzieję, że lata
lojalności wobec tej firmy zwrócą się z nawiązką, a przynajmniej – w postaci
stabilności finansowej. Nic takiego się jednak nie stało, a akcje, które miały
być wybawieniem, stały się kamieniem u szyi.
Zgodnie z relacjami świadków w sprawie
„delistingowej”, pracownicy trzymali akcje (nie sprzedawali ich), bo byli
lojalni wobec firmy, sami pracowali na jej przyszłość, ufali w jej stabilność,
ponieważ spółka kontrolowana była przez Skarb Państwa.
Innych starszych ludzi (chociażby powodów
w sprawach „dywidendowych”) skłoniło do zakupu akcji to, że Energa była i jest
spółką infrastrukturalną, i że większość akcji należała do Skarbu Państwa.
Inwestując w nią, myśleli oni o dodatkowym zabezpieczeniu na emeryturze.
Jak się okazało, to Skarb Państwa
(zgodnie z uzasadnieniem sądu w sprawie „delistingowej”) przyłożył rękę do
wypływu pieniędzy ze spółki na „polityczne” inwestycje (warto tu powiedzieć
choćby o węglowej Ostrołęce C, finansowaniu kopalń – poprzez Inwestycje w PGG,
finansowaniu obniżek prądu kosztem spółek energetycznych decyzją ministra
Sasina przed samymi wyborami parlamentarnymi, itd.). Ostatecznym
przypieczętowaniem działań Skarbu Państwa, które krzywdziły akcjonariuszy
indywidualnych, była sprzedaż w 2020 r. akcji Energa przez Skarb Państwa na
rzecz Orlenu za bezcen (nawet za 1/4 wartości wg posła Janusza Lewandowskiego).
Wydaje się zatem, że stary układ okradł
obywateli, starszych ludzi oraz akcjonariuszy Energa. Nowy nie chce rozliczyć z
kolei tej kradzieży, ponieważ dba o swoje interesy (nie tylko polityczne).