Dokapitalizowanie czy ciche wywłaszczenie? Struktura akcjonariatu Energi

Kontynuacja pokrzywdzenia mniejszościowych akcjonariuszy Energi trwa. Kto może najwięcej stracić w obliczu emisji akcji? Jak się okazuje: akcjonariusze długoterminowi, osoby w podeszłym wieku, a szczególnie – dawni pracownicy spółki. Tworzyli oni ją przez lata, otrzymane podczas prywatyzacji akcje były formą uznania, stały się również motywacją do długoletniej, lojalnej pracy; były traktowane jak pewnego rodzaju lokata na emeryturę. Większość z nich nie orientuje się dokładnie w mechanizmach giełdowych, nie śledzi komunikatów spółki, nie wie że podczas najbliższego NWZA zostanie przyjęta uchwała, która będzie początkiem ich wywłaszczenia!

2 kwietnia – dzień, który może wiele zmienić dla akcjonariuszy Energi

Zacznijmy od tego, że 2 kwietnia będzie miało miejsce niezwykle istotne Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Energi. To właśnie wtedy będzie rozpatrywana uchwała dotycząca podwyższenia kapitału zakładowego spółki w drodze emisji akcji z zachowaniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. To moment, w którym mogą zostać przesądzone dalsze losy mniejszościowych udziałowców oraz to, czy będą mieć oni już niedługo jakikolwiek wpływ na spółkę.

Pismo w obronie tych, którzy mogą nie wiedzieć, ile tracą

W trosce o drobnych akcjonariuszy, którzy mogą nawet nie dostrzec praw poboru na swoich rachunkach maklerskich, przekazaliśmy szczegółowe informacje o strukturze akcjonariatu i nurtujące nas pytania do Zarządu Energi, do wiadomości Zarządu Orlenu, Rady Nadzorczej Energi i Orlenu, Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

W dokumencie stanowiącym próbę zwrócenia uwagi na osoby, o których łatwo w całym tym procesie zapomnieć, i które nie mają od nikogo żadnej pomocy (o prawnikach nie wspominając), skoncentrowaliśmy się m.in. na opisie struktury akcjonariatu i sytuacji w której się znaleźli. Wielu z drobnych akcjonariuszy Energi nie ma bowiem nawet pojęcia, o jaką stawkę toczy się teraz gra. Poniżej umieszczamy informacje, które uwzględniliśmy  w naszym piśmie.

Kim tak naprawdę są akcjonariusze Energi?

Energa S.A. jako spółka publiczna posiada dostęp do danych dotyczących akcjonariuszy spółki oraz obowiązek monitorowania struktury jej akcjonariatu. Jednocześnie jako Fundacja „To co Najważniejsze” od 6 lat realizujemy projekt dotyczący ochrony interesów drobnych akcjonariuszy Energi. Dysponujemy zatem unikalną wiedzą na temat struktury jakościowej grupy akcjonariuszy zrzeszonych w fundacji (około 1000 osób) – zarówno wiekowej, jak i rodzajowej (która odnosi się do typu inwestora).

Ekstrapolując powyższe informacje na całą grupę drobnych inwestorów, jesteśmy w stanie zaprezentować obraz typowych akcjonariuszy Energi. Zdecydowana większość z nich to inwestorzy długoterminowi, to osoby powyżej 60. roku życia, z czego blisko połowa to emeryci.

Bardzo duża część mniejszościowych akcjonariuszy Energi to dawni, emerytowani pracownicy spółki, którzy otrzymali akcje w trakcie jej prywatyzacji jako nagrodę za lojalną pracę. Traktowali oni posiadane akcje jako formę zabezpieczenia finansowego na czas emerytury. Po ich otrzymaniu czuli się jeszcze bardziej zobowiązani i zmotywowani do rzetelnej pracy na jej rzecz. Stały się one wręcz symbolem więzi z konkretnym miejscem pracy, w którym spędzili sporą część życia.

Dziś jest to grupa ludzi w podeszłym wieku. W ciągu ostatnich 6 lat kilku z nich (spośród akcjonariuszy zrzeszonych w fundacji) zmarło, co nie jest zaskakujące, jednak stanowi ciche tło całej sprawy. Najstarszy akcjonariusz zrzeszony w Fundacji ma 92 lata i, jak sam twierdzi, nie jest pewny, czy doczeka się sprawiedliwego rozwiązania całej sprawy.

Akcjonariusze z martwymi kontami

Wielu spośród starszych akcjonariuszy Energi posiada tzw. „martwe” konta maklerskie. Zdeponowane na nich akcje spółki pozostają bez żadnej aktywności transakcyjnej – nigdy nie wykonano na nich żadnego zlecenia. Ci akcjonariusze nie znają mechanizmów giełdowych – nie wiedzą nawet, jak mieliby podejmować decyzje jako inwestorzy. Zaufali po prostu swojemu pracodawcy – spółce kontrolowanej (teraz pośrednio, wcześniej bezpośrednio) przez Skarb Państwa.

Wiemy to wszystko, ponieważ mamy bezpośrednie relacje z akcjonariuszami i cyklicznie się z nimi kontaktujemy. Szacujemy, że w ciągu 6 ostatnich lat przeprowadziliśmy z nimi kilka tysięcy rozmów telefonicznych. Kontakt jest jednak utrudniony: im starsza grupa osób, tym mniejszy jest odsetek tych korzystających z komunikacji elektronicznej. Najefektywniejszym sposobem dotarcia do nich pozostaje kontakt telefoniczny lub tradycyjna korespondencja.

Udziałowcy, którzy nie śledzą komunikatów spółki

Opisywana grupa osób nie śledzi komunikatów spółki. Wydaje jej się jedynie, i jest o tym głęboko przekonana, że posiada akcje wartościowego przedsiębiorstwa (chociażby dlatego, że opłaca coraz wyższe rachunki na jego rzecz). Zna tę firmę od podszewki, ponieważ kiedyś w niej pracowała. Niestety zaufanie, nieraz usypia czujność.

Frustracja, która narasta od lat i poczucie podwójnego poszkodowania

Jednocześnie wyczuwalne jest w tej grupie głębokie poczucie frustracji i rozczarowania. Od 9 lat spółka nie wypłaciła im żadnej dywidendy. Do tego dochodzi rosnąca dominacja głównego akcjonariusza (ORLEN-u), w akcjonariacie brakuje również funduszy, spółka nie należy do żadnych indeksów giełdowych. Kurs giełdowy wydaje się być kształtowany przez akcjonariusza dominującego.

·       W 2020 r., za prezesury Pana Daniela Obajtka, Orlen ogłasza wezwanie po 8,35 zł – kurs spółki przez lata oscyluje wokół tej wartości.

·       W 2025 r., za prezesury Pana Ireneusza Fąfary, Orlen ogłasza zaproszenie do sprzedaży akcji po 18,67 zł – kurs spółki oscyluje wokół 18,87 zł.

·       Teraz Orlen ogłasza emisję akcji po 18,50 zł – kurs spółki jest zbliżony do 18,50 zł.

Akcjonariusze długoterminowi, szczególnie emeryci, czują się podwójnie oszukani: nie otrzymują obiecywanych im dywidend, a do tego kurs spółki jest ciągle zbijany i nie odzwierciedla rzeczywistej jej wartości. Przez to od prawie dekady nie mogą „wyjść” z inwestycji po godziwej cenie.

Uwzględniając strukturę jakościową akcjonariatu spółki, łatwo można sobie wyobrazić, jakie będą skutki planowanej emisji akcji. Przez te długie lata drobni akcjonariusze byli ignorowani i krzywdzeni przez Orlen i samą Energę (za cichym przyzwoleniem Skarbu Państwa), co potwierdził sąd w uzasadnieniu prawomocnego wyroku w sprawie delistingowej (sygn. I AGa 52/23).

3 główne grupy akcjonariuszy – czym się charakteryzują?

Przyjmując, że struktura akcjonariatu zrzeszonego w Fundacji odwzorowuje strukturę wszystkich drobnych akcjonariuszy spółki, możemy wyodrębnić trzy grupy.

·       Inwestorzy krótkoterminowi i długoterminowi – są przekonani o wysokiej, fundamentalnej wartości spółki, swoje portfele inwestycyjne mają przeważone akcjami spółki, m.in. również dlatego, że pojawiła się nasza fundacja, która broni ich interesów – to sytuacja prawie bez precedensu na GPW.

·       Dawni pracownicy spółki – najliczniejsza grupa, emeryci, o której nie możemy zapominać.

Stworzyliśmy powyższy podział na podstawie kontaktów z akcjonariatem przez 6 lat. Mamy podstawy, aby sądzić, że spółka Orlen jako akcjonariusz większościowy doskonale zdaje sobie sprawę z tej struktury. Przypuszczamy, że pozyskała tę wiedzę podczas posiedzeń specjalnie powołanej komisji w okresie sierpień–wrzesień 2025 r., w których uczestniczyli również reprezentanci fundacji.

Zainteresowane strony wiedzą, że wskazane grupy akcjonariuszy nie dysponują obecnie wolnymi środkami na nowe inwestycje. Nie mają również żadnej motywacji do tego, aby uczestniczyć w emisji, w przypadku której transparentność informacji jest mocno ograniczona (przede wszystkim ze względu na daleko idącą powściągliwość informacyjną Orlenu co do celów samego przedsięwzięcia).

Najbardziej wymowna jest jednak sytuacja grupy emerytów. To osoby dawniej zatrudnione przez spółkę, które otrzymały znaczące pakiety „pracownicze” podczas prywatyzacji przedsiębiorstwa. Według szacunków fundacji, na podstawie zgromadzonych przez nią danych, średnia pula przypadająca na jedną osobę to około 3,5 tys. akcji. Aby utrzymać swój dotychczasowy udział w spółce po emisji, przeciętny akcjonariusz musiałby zainwestować ponad 43 tys. zł – to kwota całkowicie poza zasięgiem ich możliwości finansowych.

Argumentem Orlenu wydawać by się mogły „prawa poboru” notowane na giełdzie (będzie je można sprzedać na GPW), które w normalnych warunkach są rekompensatą za brak możliwości wykupienia akcji nowej emisji. Jest jednak jeden szkopuł, który taki argument w pełni, w tej konkretnej sytuacji spółki Energa, obala – brak miarodajności kursu. Naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego, analizując wartość akcji Energa w 2024 jak i 2025, w dokumencie z wyceny, wskazują, że do określenia ceny sprawiedliwej (tzw. fair value) nie można brać pod uwagę kursu giełdowego ze względu na brak jego miarodajności. Przyczyny:

·       mały free float (mała ilość akcji w obrocie – ok. 9%; a obecnie po skupie przez Orlen – mniej niż 7%),

·       brak profesjonalnych inwestorów w akcjonariacie (fundusze wycofały się w 2020 r.),

·       brak notowań akcji w jakimkolwiek indeksie giełdowym,

·       kurs w pełni odwzorowuje decyzje akcjonariusza większościowego.

Notowana ilość praw poboru przynależna drobnym akcjonariuszom będzie taka sama jak obecna ilość akcji w obrocie. Przypisując wszystkie wspomniane cechy braku reprezentatywności notowań akcji do przyszłych notowań praw poboru jasno widać, że sytuacja będzie analogiczna. Notowania praw poboru nie będą miarodajne, nie będzie to cena wolnorynkowa – kurs nie będzie odzwierciedlał rzeczywistej wartości spółki Energa. Dodatkowo (biorąc pod uwagę szczątkowy popyt na objęcie akcji nowej emisji oraz „termin ważności” praw poboru) kurs poważnie będzie zaniżony przez „nienormatywną”, nadmiarową ilość sprzedających.

Nie należy także zapominać o tym, że przez ostatnie 9 lat drobni akcjonariusze byli skutecznie zniechęcani, do posiadania akcji Energi. Jak sami często powtarzają: chcieliby tylko zdążyć skorzystać z nich przed swoją śmiercią. Nawet w przypadku posiadania środków na nową inwestycję, na zakup akcji nowej emisji, mówią wprost – mogliby nie doczekać jej efektów.

Ostatnie działania zarządu Orlenu dają do myślenia. Właśnie obserwujemy nie tylko proces wykluczania i marginalizacji akcjonariuszy długoterminowych, lecz także wręcz wykorzystywania niemożności starszych ludzi. Rozpoczął się ostatni etap wywłaszczenia w białych rękawiczkach?

Przeciw nadużyciom

Kim jesteśmy?

Za wszystkimi inicjatywami skupionymi wokół projektu Przeciw Nadużyciom od strony formalnej stoi Fundacja To Co Najważniejsze, założona w 2011 roku. 

Co jest istotne – nie powstała ona na potrzeby tych akcji, lecz od lat prężnie realizuje liczne przedsięwzięcia, zwłaszcza te o charakterze prospołecznym i niekomercyjnym. Korzystając z wieloletniego doświadczenia osób, które ją tworzą, toczy batalię przeciw nieprzemyślanym decyzjom, naruszającym interesy każdego z nas.