Milczenie instytucjonalne – ukryta forma komunikacji czy źródło kryzysu zaufania?

W debacie publicznej najczęściej analizujemy to, co zostało powiedziane. Oceniane są wypowiedzi polityków, komunikaty instytucji, artykuły prasowe czy wpisy w mediach społecznościowych. Znacznie rzadziej zadajemy sobie pytanie, jakie znaczenie ma brak odpowiedzi.

A przecież milczenie również jest komunikatem.

Nie jest to nowe odkrycie. Paul Watzlawick już wiele lat temu sformułował jedną z podstawowych zasad teorii komunikacji: „nie można nie komunikować się”. Jeżeli instytucja nie odpowiada na pytania obywatela, nie oznacza to, że komunikacja ustała. Oznacza jedynie, że jej treścią staje się właśnie brak odpowiedzi.

W przypadku opisywanej wcześniej sytuacji spółdzielni mieszkaniowych informacje o nieprawidłowościach dotarły co najmniej do kilku organów: UOKiK, CBA, Krajowej Rady Spółdzielczej, związku rewizyjnego, ministra sprawiedliwości, NIK, organizacji konsumenckich oraz urzędu miejskiego. Problemem nie był brak adresatów. Problemem był brak jednego podmiotu, który przyjąłby odpowiedzialność za całościowe rozpoznanie sprawy.

Co więcej, Pan Michał Cichocki (Członek Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Młodych” w Poznaniu) rozesłał około 130 zaproszeń do spółdzielni mieszkaniowych z prośbą o udział w jego badaniu. Zaobserwowany rezultat? Zdecydowana większość spółdzielni nie udzieliła żadnej odpowiedzi,

Czy zatem takie milczenie jest przypadkowe?

Coraz częściej można odnieść wrażenie, że w wielu instytucjach publicznych i organizacjach zarządzających wspólnym majątkiem milczenie staje się strategią działania. Obywatel pisze kolejne pisma. Składa wnioski. Zadaje pytania. Oczekuje dialogu. W odpowiedzi otrzymuje ciszę, odpowiedzi pozorne lub wielomiesięczne oczekiwanie.

Z punktu widzenia komunikacji jest to niezwykle interesujące zjawisko.

Milczenie instytucjonalne może prowadzić do kilku skutków jednocześnie. Po pierwsze – osłabia motywację pojedynczego człowieka. Po drugie – zwiększa asymetrię informacji pomiędzy instytucją a obywatelem. Po trzecie – przenosi ciężar komunikacji z faktów na domysły, emocje i narastającą frustrację.

Paradoks polega jednak na tym, że ta sama strategia nie działa zawsze.

W momencie, gdy pojawia się osoba systematycznie dokumentująca fakty, porządkująca informacje i publikująca kolejne analizy, znaczenie milczenia zaczyna się zmieniać. Brak odpowiedzi przestaje być odbierany jako przejaw siły instytucji. Coraz częściej staje się sygnałem, że instytucja nie potrafi lub nie chce zmierzyć się z przedstawionymi argumentami.

To prowadzi do kolejnego pytania badawczego.

Czy milczenie instytucjonalne rzeczywiście rozwiązuje konflikty, czy jedynie odracza ich skutki?

Media społecznościowe stworzyły wyjątkową możliwość obserwowania tego procesu. Widać tam trzy grupy uczestników. Pierwszą stanowią instytucje publikujące oficjalne komunikaty. Drugą – osoby aktywnie zadające pytania i dokumentujące problemy. Trzecią – najliczniejszą grupę stanowią milczący obserwatorzy.

To właśnie oni mogą okazać się najważniejszym uczestnikiem procesu.

Nie komentują. Nie prowadzą sporów. Nie zabierają głosu. Obserwują.

Ich decyzje ujawniają się dopiero podczas wyborów, walnych zgromadzeń czy referendów. Milczenie społeczne nie oznacza więc braku poglądów. Oznacza jedynie odroczenie momentu ich ujawnienia.

Dlatego warto postawić hipotezę, że milczenie instytucjonalne nie kończy komunikacji. Ono jedynie zmienia jej charakter. Dialog zostaje zastąpiony interpretacją, a odpowiedź – domysłem. W takich warunkach poziom zaufania społecznego stopniowo maleje.

Nie oznacza to oczywiście, że każda instytucja milcząca działa w złej wierze ani że każda krytyka jest uzasadniona. Oznacza jedynie, że sam mechanizm komunikacyjny zasługuje na rzetelne badania.

Być może najwyższy czas zacząć analizować nie tylko słowa instytucji, ale również ich milczenie.

Bo w komunikacji społecznej cisza również mówi.

Co ciekawe, fundacja „To co Najważniejsze” i sami akcjonariusze wysyłają pisma do Orlenu i Energi, i najczęściej nie dostają pisemnej odpowiedzi lub (jak już otrzymują) to bardzo zdawkową, praktycznie nic niewnoszącą. Wydaje się, że relacje inwestorskie spółek odpowiadają tylko na te pytania, które są korzystne dla dominującego akcjonariusza. Dotyczy to również sądów, prokuratur, urzędów (np. UKNF).

Najczęściej to, niestety, obywatel ma w terminie odpowiadać (niezwłocznie do 7, 14 dni!!!) a instytucja, która ma taki obowiązek (nawet niektóre mają w przepisach prawa określoną liczbę dni na odpowiedź), często go nie dotrzymuje.

Przykładem może być UKNF, który generalnie odpowiada jednym zdaniem, wskazując na to, że „nie musi odpowiadać”. Sądu nie można ponaglać, a i tak nie dochowuje żadnych terminów. Przykładem niech będzie wydanie uzasadnienia postanowienia Sądu Apelacyjnego o zmianie decyzji o zabezpieczeniu dotyczącym emisji akcji Energa. Wniosek o uzasadnienie został złożony w pierwszej połowie maja 2026 r. Sąd teoretycznie ma 14 dni na wydanie pisemnego uzasadnienia. W szczególnie skomplikowanych sprawach, na prośbę sędziego, prezes sądu może wydłużyć ten termin do 30 dni. W praktyce na uzasadnienie wyroku czekaliśmy 2,5 miesiąca. To skandal, tym bardziej, że wyrok został wydany w jeden dzień.

Nasuwa się pytanie: w jakim stanie są polskie instytucje? Przepisy prawa to jedno, a rzeczywistość – drugie. Nikt za nic nie odpowiada?!

Milczenie w życiu prywatnym uznawane jest często za przemoc – pytanie, czy tak to również wygląda w biznesie?

Poszkodowani mają często tendencję do odpuszczania, ale są i tacy, którzy wytrwale walczą o swoje prawa i godne traktowanie. Tacy inwestorzy nie dają się zbyć pierwszą odmową. Jeśli trzeba, gotowi są pójść do sądu kolejnej instancji, odpowiedniego urzędu czy innej instytucji.

Nie zniechęcają się powolnym procedowaniem spraw, ale wytrwale składają kolejne pisma i skargi. Zamiast czekać w nieskończoność – dopominają się o odpowiedź. Kiedy terminy są przekraczane, wskazują na przewlekłość i nieterminowość działania konkretnych instytucji, a kiedy nadal nie ma reakcji, często korzystają z trybu udzielania informacji publicznej.

Nie każdy bowiem wie, że na wniosek zainteresowanego organ publiczny ma obowiązek udostępnić informację w sposób określony we wniosku/poprzez Biuletyn Informacji Publicznej lub w miejscach ogólnie dostępnych, w terminie standardowym 14 dni.

Pamiętajmy też, że każdy dokument podpisuje konkretny człowiek, który na danym stanowisku reprezentuje pewną instytucję. Czasem bardziej skuteczna bywa skarga nie na dany urząd czy inną instytucję, ale imienna na osobę, która jest odpowiedzialna za decyzje i działania, którym się sprzeciwiamy. Dopominajmy się o odpowiednią jakość pracy urzędników, tempo działania i merytoryczne odpowiedzi. 

Jeśli ścieżka krajowa się kończy, można się zwrócić także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Czasem bywa to konieczne.

Milczenie też jest odpowiedzią.

Milczenie może być wygodne. Pozwala przeczekać problem, rozmyć odpowiedzialność i liczyć na to, że człowiek w końcu się zmęczy. Ale nie każdy się podda.

Są ludzie, którzy będą wytrwale dochodzić swoich praw — nie dlatego, że lubią konflikt, ale dlatego, że nie chcą pogodzić się z tym, że ich głos nic nie znaczy.

Co w tym boli najbardziej?  Chyba świadomość, że instytucja nie jest bezosobową ścianą, co oznacza, że za każdą decyzją, każdą odpowiedzią — i za każdym milczeniem — stoją konkretni ludzie.

Brak odpowiedzi rodzi domysły. Domysły prowadzą do frustracji. Frustracja niszczy zaufanie.

Nie tylko do instytucji, ale przede wszystkim do drugiego człowieka.

I być może właśnie tutaj ma szansę zacząć się najważniejsza zmiana.

Bądźmy ludźmi dla siebie nawzajem. Traktujmy się poważnie i z godnością.

Przeciw nadużyciom

Kim jesteśmy?

Za wszystkimi inicjatywami skupionymi wokół projektu Przeciw Nadużyciom od strony formalnej stoi Fundacja To Co Najważniejsze, założona w 2011 roku. 

Co jest istotne – nie powstała ona na potrzeby tych akcji, lecz od lat prężnie realizuje liczne przedsięwzięcia, zwłaszcza te o charakterze prospołecznym i niekomercyjnym. Korzystając z wieloletniego doświadczenia osób, które ją tworzą, toczy batalię przeciw nieprzemyślanym decyzjom, naruszającym interesy każdego z nas.