ILUZJA KONTROLI
Kiedy właściciele przestają kontrolować, a zaczynają być kontrolowani
W każdej spółdzielni mieszkaniowej istnieje pewna fundamentalna zasada.
To członkowie są gospodarzami.
To ich majątek jest zarządzany.
To w ich imieniu działają organy spółdzielni.
I to oni powinni sprawować najwyższą kontrolę nad kierunkiem, w jakim podąża organizacja.
Tak przynajmniej wynika z idei spółdzielczości.
Tak wynika również z przepisów prawa.
Prawo spółdzielcze ustanawia Walne Zgromadzenie najwyższym organem spółdzielni, a członkom przyznaje konkretne prawa do współdecydowania, kontroli i uczestnictwa w życiu organizacji.
Jednak praktyka wielu spółdzielni pokazuje, że pomiędzy teorią a rzeczywistością często pojawia się zjawisko, które można nazwać iluzją kontroli.
Kontrola na papierze
Na papierze wszystko wygląda wzorowo.
Jest Walne Zgromadzenie.
Jest Rada Nadzorcza.
Jest Zarząd.
Są uchwały, regulaminy i procedury.
Członkowie mają prawa.
Mogą zgłaszać wnioski.
Mogą zadawać pytania.
Mogą głosować.
Mogą kandydować.
Mogą kontrolować.
Tylko czy zawsze z tych praw korzystają?
I czy sama możliwość działania oznacza jeszcze rzeczywistą kontrolę?
Prawdziwa kontrola zaczyna się od aktywności
Największym zagrożeniem dla spółdzielni nie jest krytyka.
Nie są nim trudne pytania.
Nie jest nim nawet spór.
Największym zagrożeniem jest obojętność.
Bo tam, gdzie członkowie przestają interesować się własną organizacją, bardzo szybko pojawia się grupa osób, która zaczyna podejmować decyzje za wszystkich.
Nie dlatego, że odebrała komukolwiek prawa.
Po prostu dlatego, że większość przestała z nich korzystać.
I właśnie wtedy rodzi się iluzja kontroli.
Formalnie wszystko pozostaje bez zmian.
Walne nadal obraduje.
Uchwały nadal są głosowane.
Protokoły nadal są sporządzane.
Tylko rzeczywisty wpływ właścicieli na funkcjonowanie organizacji zaczyna stopniowo zanikać.
Kiedy kontrola zmienia kierunek
W zdrowej spółdzielni członkowie kontrolują organy.
Tak powinno być.
Jednak w organizacjach, w których aktywność członków słabnie, często dochodzi do odwrócenia tej zależności.
Zamiast organów odpowiadających przed członkami pojawia się sytuacja, w której to członkowie zaczynają dostosowywać się do oczekiwań organów.
Pojawia się nieformalny podział na tych, którzy decydują, i tych, którzy mają jedynie zaakceptować decyzje.
A przecież idea spółdzielczości została zbudowana na czymś dokładnie odwrotnym.
Dlaczego nasze działania zostały zauważone poza spółdzielnią?
W ostatnim czasie działania podejmowane na rzecz większej transparentności, prawa do informacji i rzeczywistej kontroli właścicielskiej zostały zauważone również przez osoby oraz środowiska zajmujące się ochroną praw mniejszościowych akcjonariuszy.
To nie przypadek.
Choć spółka akcyjna i spółdzielnia są różnymi organizmami prawnymi, problem bywa podobny.
W obu przypadkach pojawia się to samo pytanie:
Czy właściciele rzeczywiście kontrolują organizację, czy jedynie uczestniczą w procedurze stwarzającej pozory kontroli?
To pytanie jest aktualne zarówno na giełdzie, jak i w spółdzielniach mieszkaniowych.
Prawo daje narzędzia. Nie daje aktywności.
Prawo spółdzielcze.
Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych.
Statuty.
Regulaminy.
To wszystko istnieje.
Ale żaden przepis nie zmusi członka do zadania pytania.
Żaden paragraf nie nakaże przeczytania dokumentów.
Żaden organ nie zastąpi zainteresowania własnym majątkiem.
Demokracja spółdzielcza nie umiera wtedy, gdy znikają przepisy.
Ona umiera wtedy, gdy ludzie przestają z nich korzystać.
Pomocna dłoń jest na końcu własnego ramienia
To zdanie powinno być mottem każdego członka spółdzielni.
Nie dlatego, że nie warto współpracować.
Nie dlatego, że nie warto liczyć na innych.
Ale dlatego, że odpowiedzialność za wspólny majątek zawsze zaczyna się od własnej aktywności.
Jeżeli członkowie nie korzystają ze swoich praw, wcześniej czy później znajdzie się ktoś, kto będzie gotowy podejmować decyzje za nich.
Historia spółdzielczości zna wiele takich przypadków.
I wszystkie zaczynały się tak samo.
Od przekonania, że „ktoś inny się tym zajmie”.
Spółdzielnia należy do członków
Nie do zarządu.
Nie do rady nadzorczej.
Nie do administracji.
Nie do pracowników.
Nie do najgłośniejszych.
Nie do najlepiej poinformowanych.
Spółdzielnia należy do jej członków.
I tylko od nich zależy, czy będą gospodarzami własnej organizacji, czy jedynie obserwatorami decyzji podejmowanych przez innych.
KONTROLA ALBO ILUZJA KONTROLI
Prawa członków istnieją tylko wtedy, gdy członkowie z nich korzystają.
Od autora
Ten tekst nie powstał przeciwko komuś.
Powstał za czymś.
Za ideą spółdzielczości, w której członkowie nie są statystami, lecz gospodarzami swojego majątku.
Za przekonaniem, że kontrola nie jest przeszkodą w zarządzaniu, lecz jego niezbędnym elementem.
Za zasadą, że pytania nie są problemem, lecz wyrazem odpowiedzialności za wspólne dobro.
Jeżeli dzięki temu artykułowi choć jedna osoba przyjdzie na Walne Zgromadzenie, przeczyta dokumenty lub zainteresuje się sprawami swojej spółdzielni, to warto było go napisać.
Bo demokracja spółdzielcza nie zaczyna się od organów.
Zaczyna się od członków.
Michał Cichocki
Członek Spółdzielni Mieszkaniowej
Kandydat do Rady Nadzorczej
Aktualne informacje na stronie: Wspólne Rataje
Liczba odsłon od 2026-06-15: 689





